sobota, 10 listopada 2012

Rozdział II - Nunquam*

W pokoju zapadła głęboka cisza, której chłopak nie miał zamiaru przerywać. Nie chcąc patrzeć w błękitne oczy siostry, odwrócił głowę w stronę okna. Wiedział, że Megan nie ma zamiaru już z nim rozmawiać, więc zaczął powoli wstawać z łóżka. Dokończenie tej czynności nie było mu dane, gdyż siostra złapała go za rękę. Zdziwiony spojrzał na nią i po porostu zaniemówił.  Dziewczyna płakała, co robiła rzadko, a teraz jak by nigdy nic pozwalała, by łzy wymieszane z tuszem swobodnie spływały po jej bladej twarzy, zostawiając za sobą czarne ścieżki.
- Ja.. Po prostu tu nie wytrzymuję... Tu wcale nie chodzi o Roxan, tylko o .... Tylko o...- coraz więcej łez zaczęło spływać po jej policzkach - Ja.. Ja nie mogę ci powiedzieć.
Joshua ścisnął rękę siostry.
- Czemu?
- To jest... trudne do wytłumaczenia.- powiedziała tak cicho, że chłopak musiał bardzo wytężyć słuch by ją usłyszeć - Nie zrozumiał byś.
- To wytłumacz mi tak bym zrozumiał.
- Ja.. nie potrafię, gdyby mama tu była..
- A co wspólnego ma z tym mama?- zapytał zdziwiony. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Jedyne co zrobiła, wytarła tusz z policzków i wyszła z pokoju. Tak po prostu, bez słowa, zostawiając  brata samego z masą pytań w głowie. Z zamyślenia wyrwał go dźwięk dzwonka do drzwi. Nie licząc na to, że Megan albo któreś z trojaczków raczy je otworzyć, szybko zbiegł po schodach na dól i spojrzał przez wizjer. Ku jego zdziwieniu nikogo przez niego nie ujrzał, więc uchylił lekko drzwi. Jego uwagę przyciągnęła mała paczuszka leżąca na wycieraczce. Chłopak kucnął i podniósł ją, rozglądając się po okolicy. Nie zauważając nikogo podejrzanego, wszedł s powrotem do domu i oparł się o drzwi. Spojrzał na paczuszkę. Była zawinięta w bardzo pognieciony szary papier. Widać było że nadawca śpieszył się z zapakowaniem i dostarczeniem tutaj zawartości. Palce chłopaka przyklejały się do paczki, przez świeżo nałożony klej. Joshua mruknął coś nie wyraźnie i wytarł dłonie o spodnie. Pakunek położył na stole w kuchni i zaczął przeszukiwać szafki w poszukiwaniu jakiś nożyczek. Gdy żadnych nie znalazł, usiadł na krześle i patrząc prosto w paczkę, zaczął zastanawiać się nad jej zawartością.
- A jak to bomba? - zapytał sam siebie, po czym przyłożył pakunek do ucha, czego od razu pożałował, gdyż papier przylepił się do jego przydługich blond włosów.
- Jeeny - jęknął i siłą oderwał paczkę, co zaowocowało bólem, wywołanym przez stratę pewnej ilości włosów.- Nie wiem kto cię tu przyniósł - powiedział grożąc palcem w stronę pakunku - za uszkodzenie mojego włosia czeka go kara śmierci.- dokończył i rzucił paczkę na stół. Odchylił się lekko na krześle i spojrzał na podwórko. Trojaczkom widocznie znudziła się kąpiel w basenie, gdyż właśnie przeskakiwały przez płot sąsiadów. Joshua pokręcił głową, biedny pan Haner, a raczej psy pana Hanera. Będą miały uraz na całe życie i już nigdy nie zbliżą się do żadnych dzieci. Chłopak westchnął i ponownie spojrzał na podwórko. Coś mu nie pasowało, a raczej nie pasował mu ktoś stojący za ogrodzeniem i patrzący się swoimi nienaturalnie błękitnymi oczami na okno od pokoju Megan. Joshua podszedł do parapetu i przyjrzał się mężczyźnie. Ciężko było stwierdzić mu jego wiek, jego twarz była biała. Nie blada, biała. Ani jednej zmarszczki, znamienia,  pieprzyka, kompletnie nic. Mężczyzna był łysy, co bardzo rzucało się w oczy, mimo iż miał zarzucony na głowę kaptur od płaszcza. No właśnie, płaszcza. Joshua przeniósł wzrok na termometr. Trzydzieści dwa stopnie w cieniu!
- Jeny, a myślałem że to Megan odbija. - pomyślał i wstał gwałtownie z krzesła. Tajemniczy mężczyzna zniknął równie szybko jak się pojawił. Chłopak przetarł rękami oczy. Nie wiedział, czy ten facet był tylko jego przewidzeniem czy wręcz przeciwnie.
- Muszę się przespać - stwierdził i biorąc po drodze paczkę, poszedł do swojego pokoju. Po drodze zajrzał do siostry, lecz jej tam nie było. Nie zawracając sobie tym specjalnie głowy, poszedł do siebie. Jego pokój był jednym z największych pomieszczeń w tym domu. Początkowo miał on należeć do Megan, ale ta stwierdziła: ,, Po cholerę mi taki duży pokój, przecież nie będę otwierać w nim przytułku dla bezdomnych". Tak więc, pokój wszedł w posiadanie Joshuy, który był z tego faktu bardzo zadowolony. Nie lubił przesiadywać w małych pomieszczeniach.
Chłopak rzucił się na łóżko stojące w rogu pokoju, ciągle trzymając w ręce tajemniczą przesyłkę. Popatrzał na nią uważnie, po czym z całej siły uderzył się dłonią w twarz.
- Idiota! - krzyknął i przyjrzał się uważnie wyrazom, zapisanych bardzo drobnym i nie wyraźnym pismem na kancie paczki.- ,, Fugere hoc fine.*"- przeczytał. - Ta, bo ja jestem spec od języków obcych.
Rzucił pakunek na fotel i zamknął oczy, po niecałych dwudziestu minutach już spał.
....
Obudziła o głośna kłótnia na dole. Otworzył oczy i spojrzał na zegarek.
- 20.31, no to trochę mi się pospało - ziewnął i powoli zszedł na dół. Już miał wchodzić do kuchni, gdy zatrzymały go słowa taty.
- Nie możesz mu powiedzieć! - krzyczał. Widzocznie ktoś musiał go bardzo rozzłościć. Spojrzał na lustro wiszące w jadalni. Odbijały się w nim sylwetki dwóch osób. Razem z tatą w kuchni była też Megan. 
- Dziwne, oni nigdy się nie kłócili, nawet wtedy gdy Meg wróciła pijana z imprezy, na którą dostała zakaz pójścia. - pomyślał. Przemyślenia przerwała mu siostra, która w przypływie złości rzuciła szklanką o podłogę.- tylko nie moja szklanka z Harry'm Potter'em -  jęknął, gdy zauważył na czym jego siostra wyładowuje złość.
- Nie zabronisz mi! - syknęła dziewczyna. Po jej słowach w kuchni nastała cisza, a spojrzenia jakie rzucali sobie tata i Megan, przyprawiały Joshue o dreszcze.
- Tym razem to coś poważnego- powiedział do siebie chłopak, po czym spojrzał na telewizor stojący w salonie. Jak na złość musiał być wyłączony
 - Owszem, zabronię! On nie może być mieszany w wasze sprawy! Zbyt bardzo mi na nim zależy, by pozwolić mu na to!- krzyknął ojciec, a następnie podszedł do okna i zaczął obserwować gwiazdy.
Joshua spojrzał na siostrę. Wzrok miała utkwiony w podłodze, i mimo iż chłopak nie widział dokładnie jej twarzy, wiedział, że zaraz będzie płakać. Jej ramiona drgały, dziewczyna ledwo się powstrzymywała, by zaraz nie wybuchnąć płaczem. Lecz to nie nastąpiło. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Megan uspokoiła się i spojrzała w plecy ojca.
- Zadam ci pytanie - powiedziała zaciskając pięści - Czy kiedykolwiek ci na mnie zależało?
Mężczyzna odwrócił się w stronę córki i powiedział coś, o co Joshua, nigdy  by go nie posądził.
- Nigdy.
Dziewczyna uroniła jedną samotną łzę, nie pozwalając sobie na więcej. Powiedziała ,,Propositum agnus dei adepto is, sicut me*., po czym szybko opuściła pomieszczenie.
Chłopak popatrzył zdziwiony na drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła jego siostra.
- Czy... czy oni rozmawiali o mnie?- zapytał sam siebie, po czym jak najszybciej pobiegł do swojego pokoju. Gdy był już w środku, rozejrzał się za tajemniczą paczuszką, a gdy ją ujrzał, nie czekał ani chwili. Wziął ją do ręki i rozerwał papier. W środku był list, a gdy Joshua go podniósł ze środka wyleciał  mały wisiorek.( nie jestem dobra w opisach więc dodaję zdjęcie <--link-->). Chłopak położył go na biurku i popatrzał na list. Nie dane mu jednak było o przeczytać, gdyż również napisany był w tym dziwnym języku:

cavete a tenebris ( strzeż się ciemności)
ipsi sciunt( oni wiedzą)
vos invenimus (musisz uciekać)
exterat hoc monile ( noś ten naszyjnik) 
vos protegant ( ochroni cię)
vigilate ( uważaj)
 
Joshua mają już dość tego wszystkiego, rzucił list na podłogę i położył się do łóżka.  Miał nadzieję, że ten dziwny gościu to był tylko wymysł jego umysłu, a ta kłótnia pomiędzy Meg a ojcem nie miała miejsca. 
- Tak, to wszystko nie było na prawdę. - powiedział, po czym zasnął. 




....

*- nunquam - nigdy
*-  Fugere hoc fine - dla tej co ucieka przed przeznaczeniem
*- Propositum agnus dei adepto is, sicut me - Przeznaczenie go dopadnie, tak jak i mnie.

....


Wow, dziękuję za dwa komentarze :) Na prawdę mi miło z tego powodu :D Mam nadzieję, że ta notka się spodoba.
 A tak jako dodatek, płacząca Meg:


piątek, 2 listopada 2012

Rozdział I - Incipiens

Dzień 19 sierpnia. Fala upałów, która od tygodni przetaczała się przez Europę, w końcu dotarła do Holandii. W przeciągu kilku dni temperatura powietrza wzrosła z trzynastu do trzydziestu czterech stopni.
Ludzie szukali ochłodzenia wszędzie, w cieniu straganowego parasolu, w na wpół wysuszonych rowach, a nawet w miejskich fontannach. Starsze kobiety, wachlujące się przyniesionym z domu krzyżówkami, pozajmowały niemal wszystkie ławki w małym, przydrożnym parku.
W Kudelstraat, na pewnym ogrodzie, w basenie, kąpie się czwórka dzieci, czternastoletni Joshua oraz jedenastoletnie trojaczki, Lissy, Mandy i Chris.
Nagle drzwi od domu otworzyły się i na taras wyszła brązowowłosa dziewczyna, która mimo wysokiej temperatury, ubrana była czarne rurki oraz zadłużą granatową bluzę z napisem ,,Me Gusta".
-Bachory! Mama kupiła wam lody!- krzyknęła i naciągnęła na głowę kaptur.
- Mogłabyś nam je przynieść, Megan?- zapytała Mandy, gdy wyszła z basenu i usiadła na leżaku.
- Nie, nie mogłabym! - powiedziała i weszła z powrotem do mieszkania.
Trojaczki spojrzały w kierunku drzwi, które właśnie się zamykały.
-A tę co ugryzło? - zapytała Lissy, po czym usiadła na ręczniku - Jeszcze bardziej zgryźliwa niż dotychczas.
- Nas się pytasz?- westchnął i dał nura pod wodę.
- Może to u niej rodzinne.- Mandy podniosła głowę by lepiej słyszeć siostrę - Może u jej matki każdy tak ma?
Trojaczki skupiły wzrok na Joshule. Ten, obrażony, odwrócił głowę.
- Raczej nie, maniak wydaje się być normalny. Bo jesteś normalny, co nie?- Lissy zaczęła dotykać palcami różnych punktów na twarzy chłopaka.
Joshua odepchnął ją lekko i skierował się w stronę domu.
- A ty dokąd?
- Porozmawiać z Megan.
- Jak będziesz wracał, to przynieś nam lody! - krzyknął Chris, gdy Joshua przekraczał próg domu.
Rodzice Megan i  Joshuy rozwiedli się rok temu. Dzieciaki zamieszkały z ojcem, który ożenił się po raz drugi. Z Roxanne, bardzo sympatyczną i miłą kobietą. Niestety tego samego nie można było powiedzieć o jej dzieciach. Gdy zamieszkali razem, rodzeństwo, a przynajmniej Megan, od razu znienawidziło trojaczki. Robiły głupie kawały, wszędzie było ich pełno, a na dodatek wszystko czego dotknęły, przepadało w tajemniczych okolicznościach. Megan odczuwała ich obecność o wiele mocniej niż jej brat. Dziewczyna, która umiłowała ciszę i spokój, musiała przez pierwsze kilka miesięcy gościć u siebie w pokoju dwa pomioty szatana. Lissy i Mandy, z natury hałaśliwe i ruchliwe, nie dawały pokoju Megan. Na szczęście po wielu namowach, ze strony rodzeństwa, ojciec w końcu zgodził się na przeprowadzkę. Okolica nie była zbyt spokojna, ale dzieciaki szybko się tam zaaklimatyzowały. 
Ale wracając do teraźniejszości, Joshua,  zamykając drzwi, głośno westchnął. Martwił się o swoją siostrę. I to bardzo. Zawsz miała trudny charakter, ale teraz była na prawdę nie do zniesienia. 
Chłopak zapukał do drzwi od jej pokoju. Odpowiedziała mu cisza, na co Joshua, pokręcił głową.
- Pewnie znowu słucha tych swoich krzykaczy. - mruknął i nacisnął klamkę.
Pokój Megan nie był duży, trzy czwarte pomieszczenia zajmowało łóżko. Ściany, które pomalowano na fioletowo, w większości pokryte zostały plakatami, ulubionych zespołów dziewczyny. W rogu stało łóżko, na którym obecnie leżała brązowowłosa. W uszach miała słuchawki, a muzyka z nich lecąca była tak głośna, że pomimo iż Joshua stał jakieś dwa metry od łóżka, to i tak krzyki wokalisty.
- Wiedziałem. - chłopak pokręcił głową i usiadł koło siostry. Ta widocznie wyczuła jego obecność, bo przesunęła się nieznacznie, by zrobić bratu miejsce, po czym wyłączyła muzykę.
- Możemy pogadać?- dziewczyna wyciągnęła słuchawki, co Joshua uznał za znak, że się zgadza - Wiem, że ta rozmowa to będzie głównie mój jeden, długi monolog, ale proszę, chociaż mnie wysłuchaj - spojrzał wyczekująco na siostrę, a gdy ta kiwnęła głową, kontynuował - Zauważyłem, że od kilku tygodni zachowujesz się inaczej. Nie jesz, prawie nie sypiasz, myślisz, że nie zauważyłem? Od kilku dni zastanawiam się co jest tego powodem i myślę, że już to odkryłem - dziewczyna odwróciła głowę w stronę ściany -  dalej jesteś na nich zła, prawda? Nie możesz pogodzić się z tym, że nie są już razem, a twoje zachowanie to rodzaj buntu, mam rację? Widzę jak patrzysz na Roxanne. Winisz ją za to wszystko i mimo iż się do tego nie przyznasz to wiem, że ją nienawidzisz. Wierz mi, tata ledwo wytrzymuje to jak traktujesz młodociane pomioty, z jak się dowie o Roxanne, to nie będzie zbyt miło. Możliwe nawet odeśle cię do mamy.
- A może ja tego właśnie chcę?! - powiedziała, patrząc prosto w oczy brata.


~*~*~*~*~*~*~*~
Jak to mówią, początki są najtrudniejsze, ale na szczęście mam to już za sobą. Mam nadzieję że się spodobał :D