- Ja.. Po prostu tu nie wytrzymuję... Tu wcale nie chodzi o Roxan, tylko o .... Tylko o...- coraz więcej łez zaczęło spływać po jej policzkach - Ja.. Ja nie mogę ci powiedzieć.
Joshua ścisnął rękę siostry.
- Czemu?
- To jest... trudne do wytłumaczenia.- powiedziała tak cicho, że chłopak musiał bardzo wytężyć słuch by ją usłyszeć - Nie zrozumiał byś.
- To wytłumacz mi tak bym zrozumiał.
- Ja.. nie potrafię, gdyby mama tu była..
- A co wspólnego ma z tym mama?- zapytał zdziwiony. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Jedyne co zrobiła, wytarła tusz z policzków i wyszła z pokoju. Tak po prostu, bez słowa, zostawiając brata samego z masą pytań w głowie. Z zamyślenia wyrwał go dźwięk dzwonka do drzwi. Nie licząc na to, że Megan albo któreś z trojaczków raczy je otworzyć, szybko zbiegł po schodach na dól i spojrzał przez wizjer. Ku jego zdziwieniu nikogo przez niego nie ujrzał, więc uchylił lekko drzwi. Jego uwagę przyciągnęła mała paczuszka leżąca na wycieraczce. Chłopak kucnął i podniósł ją, rozglądając się po okolicy. Nie zauważając nikogo podejrzanego, wszedł s powrotem do domu i oparł się o drzwi. Spojrzał na paczuszkę. Była zawinięta w bardzo pognieciony szary papier. Widać było że nadawca śpieszył się z zapakowaniem i dostarczeniem tutaj zawartości. Palce chłopaka przyklejały się do paczki, przez świeżo nałożony klej. Joshua mruknął coś nie wyraźnie i wytarł dłonie o spodnie. Pakunek położył na stole w kuchni i zaczął przeszukiwać szafki w poszukiwaniu jakiś nożyczek. Gdy żadnych nie znalazł, usiadł na krześle i patrząc prosto w paczkę, zaczął zastanawiać się nad jej zawartością.
- A jak to bomba? - zapytał sam siebie, po czym przyłożył pakunek do ucha, czego od razu pożałował, gdyż papier przylepił się do jego przydługich blond włosów.
- Jeeny - jęknął i siłą oderwał paczkę, co zaowocowało bólem, wywołanym przez stratę pewnej ilości włosów.- Nie wiem kto cię tu przyniósł - powiedział grożąc palcem w stronę pakunku - za uszkodzenie mojego włosia czeka go kara śmierci.- dokończył i rzucił paczkę na stół. Odchylił się lekko na krześle i spojrzał na podwórko. Trojaczkom widocznie znudziła się kąpiel w basenie, gdyż właśnie przeskakiwały przez płot sąsiadów. Joshua pokręcił głową, biedny pan Haner, a raczej psy pana Hanera. Będą miały uraz na całe życie i już nigdy nie zbliżą się do żadnych dzieci. Chłopak westchnął i ponownie spojrzał na podwórko. Coś mu nie pasowało, a raczej nie pasował mu ktoś stojący za ogrodzeniem i patrzący się swoimi nienaturalnie błękitnymi oczami na okno od pokoju Megan. Joshua podszedł do parapetu i przyjrzał się mężczyźnie. Ciężko było stwierdzić mu jego wiek, jego twarz była biała. Nie blada, biała. Ani jednej zmarszczki, znamienia, pieprzyka, kompletnie nic. Mężczyzna był łysy, co bardzo rzucało się w oczy, mimo iż miał zarzucony na głowę kaptur od płaszcza. No właśnie, płaszcza. Joshua przeniósł wzrok na termometr. Trzydzieści dwa stopnie w cieniu!
- Jeny, a myślałem że to Megan odbija. - pomyślał i wstał gwałtownie z krzesła. Tajemniczy mężczyzna zniknął równie szybko jak się pojawił. Chłopak przetarł rękami oczy. Nie wiedział, czy ten facet był tylko jego przewidzeniem czy wręcz przeciwnie.
- Muszę się przespać - stwierdził i biorąc po drodze paczkę, poszedł do swojego pokoju. Po drodze zajrzał do siostry, lecz jej tam nie było. Nie zawracając sobie tym specjalnie głowy, poszedł do siebie. Jego pokój był jednym z największych pomieszczeń w tym domu. Początkowo miał on należeć do Megan, ale ta stwierdziła: ,, Po cholerę mi taki duży pokój, przecież nie będę otwierać w nim przytułku dla bezdomnych". Tak więc, pokój wszedł w posiadanie Joshuy, który był z tego faktu bardzo zadowolony. Nie lubił przesiadywać w małych pomieszczeniach.
Chłopak rzucił się na łóżko stojące w rogu pokoju, ciągle trzymając w ręce tajemniczą przesyłkę. Popatrzał na nią uważnie, po czym z całej siły uderzył się dłonią w twarz.
- Idiota! - krzyknął i przyjrzał się uważnie wyrazom, zapisanych bardzo drobnym i nie wyraźnym pismem na kancie paczki.- ,, Fugere hoc fine.*"- przeczytał. - Ta, bo ja jestem spec od języków obcych.
Rzucił pakunek na fotel i zamknął oczy, po niecałych dwudziestu minutach już spał.
....
Obudziła o głośna kłótnia na dole. Otworzył oczy i spojrzał na zegarek.
- 20.31, no to trochę mi się pospało - ziewnął i powoli zszedł na dół. Już miał wchodzić do kuchni, gdy zatrzymały go słowa taty.
- Nie możesz mu powiedzieć! - krzyczał. Widzocznie ktoś musiał go bardzo rozzłościć. Spojrzał na lustro wiszące w jadalni. Odbijały się w nim sylwetki dwóch osób. Razem z tatą w kuchni była też Megan.
- Dziwne, oni nigdy się nie kłócili, nawet wtedy gdy Meg wróciła pijana z imprezy, na którą dostała zakaz pójścia. - pomyślał. Przemyślenia przerwała mu siostra, która w przypływie złości rzuciła szklanką o podłogę.- tylko nie moja szklanka z Harry'm Potter'em - jęknął, gdy zauważył na czym jego siostra wyładowuje złość.
- Nie zabronisz mi! - syknęła dziewczyna. Po jej słowach w kuchni nastała cisza, a spojrzenia jakie rzucali sobie tata i Megan, przyprawiały Joshue o dreszcze.
- Tym razem to coś poważnego- powiedział do siebie chłopak, po czym spojrzał na telewizor stojący w salonie. Jak na złość musiał być wyłączony
- Owszem, zabronię! On nie może być mieszany w wasze sprawy! Zbyt bardzo mi na nim zależy, by pozwolić mu na to!- krzyknął ojciec, a następnie podszedł do okna i zaczął obserwować gwiazdy.
Joshua spojrzał na siostrę. Wzrok miała utkwiony w podłodze, i mimo iż chłopak nie widział dokładnie jej twarzy, wiedział, że zaraz będzie płakać. Jej ramiona drgały, dziewczyna ledwo się powstrzymywała, by zaraz nie wybuchnąć płaczem. Lecz to nie nastąpiło. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Megan uspokoiła się i spojrzała w plecy ojca.
- Zadam ci pytanie - powiedziała zaciskając pięści - Czy kiedykolwiek ci na mnie zależało?
Mężczyzna odwrócił się w stronę córki i powiedział coś, o co Joshua, nigdy by go nie posądził.
- Nigdy.
Dziewczyna uroniła jedną samotną łzę, nie pozwalając sobie na więcej. Powiedziała ,,Propositum agnus dei adepto is, sicut me*., po czym szybko opuściła pomieszczenie.
Chłopak popatrzył zdziwiony na drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła jego siostra.
- Czy... czy oni rozmawiali o mnie?- zapytał sam siebie, po czym jak najszybciej pobiegł do swojego pokoju. Gdy był już w środku, rozejrzał się za tajemniczą paczuszką, a gdy ją ujrzał, nie czekał ani chwili. Wziął ją do ręki i rozerwał papier. W środku był list, a gdy Joshua go podniósł ze środka wyleciał mały wisiorek.( nie jestem dobra w opisach więc dodaję zdjęcie <--link-->). Chłopak położył go na biurku i popatrzał na list. Nie dane mu jednak było o przeczytać, gdyż również napisany był w tym dziwnym języku:
cavete a tenebris ( strzeż się ciemności)
ipsi sciunt( oni wiedzą)
vos invenimus (musisz uciekać)
exterat hoc monile ( noś ten naszyjnik)
vos protegant ( ochroni cię)
vigilate ( uważaj)
Joshua mają już dość tego wszystkiego, rzucił list na podłogę i położył się do łóżka. Miał nadzieję, że ten dziwny gościu to był tylko wymysł jego umysłu, a ta kłótnia pomiędzy Meg a ojcem nie miała miejsca.
- Tak, to wszystko nie było na prawdę. - powiedział, po czym zasnął.
....
*- nunquam - nigdy
*- Fugere hoc fine - dla tej co ucieka przed przeznaczeniem
*- Propositum agnus dei adepto is, sicut me - Przeznaczenie go dopadnie, tak jak i mnie.
....
Wow, dziękuję za dwa komentarze :) Na prawdę mi miło z tego powodu :D Mam nadzieję, że ta notka się spodoba.
A tak jako dodatek, płacząca Meg:
